Kilka miesięcy temu napisała do mnie kobieta, nazwijmy ją Agnieszka. Miała za sobą awans, dobrą pensję i zespół, o którym mówiła z sympatią. Chciała porozmawiać o zmianie pracy.
Zapytałam, co dokładnie w tej pracy jej przeszkadza. Milczała dłużej, niż się spodziewałam.
W końcu powiedziała:
Nie wiem. Wszystko jest w porządku. Ja po prostu już nie mam siły. Ale nie rozumiem dlaczego.
To zdanie, pojawia się na moich sesjach bardzo często i w różnych wariantach.
Gdyby praca była zła, byłoby łatwiej – pierwsze objawy wypalenia zawodowego
Zły szef. Nudne zadania. Brak perspektyw. Wtedy wiadomo, co robić.
U Agnieszki, tak jak u większości kobiet, z którymi pracuję, wszystko było w porządku. Obiektywnie nie miała na co narzekać i sama sobie to powtarzała. Trochę się nawet wstydziła, że czegoś jej brakuje, skoro tyle osób chciałoby być na jej miejscu.
Dlatego długo nie dała sobie prawa, żeby się temu w ogóle przyjrzeć.Ale namówiłam ją żebyśmy poświęciły temu jedną sesję i to była dobra decyzja.
Aga dowiedziała się bardzo dużo o przyczynach tego stanu i pewnie nie zaskoczę cię, jeśli napiszę, że finalnie nie zmieniła pracy i pozostała na swoim stanowisku w tej samej firmie. Ale już z totalnie innym samopoczuciem.
Zmiana pracy nie zawsze rozwiąże problem wypalenia zawodowego
Pierwsza myśl, jaka przychodzi równolegle z poczuciem,że coś jest nie tak, jest zwykle ta sama: może powinnam zmienić pracę.
Czasem powinnaś. Częściej jednak zmieniasz to, co na zewnątrz — firmę, stanowisko, zespół. To, co Cię naprawdę męczyło, jedzie z Tobą do nowego miejsca. Po kilku miesiącach zostajesz z tym samym uczuciem.
To trochę jak z bólem zęba. Wyjedziesz do Afryki, ból zostanie taki sam. Trzeba go wyleczyć, nie przewieźć w inne miejsce.
Agnieszka też była pewna, że rozwiązaniem jest nowa firma. Zajęło jej dobrych kilka tygodni pracy ze mną, żeby zobaczyć, że problem nie był w miejscu, tylko w tym, co się w tym miejscu z nią przez lata działo.
Jak rozpoznać pierwsze objawy wypalenia zawodowego?
Na początku to prawie nic. Niedzielny wieczór robi się cięższy, bez wyraźnego powodu.
Potem zaczynasz odkładać maile, które wcześniej załatwiłabyś od ręki. Po spotkaniach jesteś zmęczona bardziej, niż powinnaś być po zwykłej rozmowie. A wieczorami nie starcza Ci już siły na nic poza pracą i leżeniem na kanapie..
Pojawia się więcej kawy, odsypianie w weekendy i coraz krótsza lista rzeczy na które masz ochotę.
I najgorsze: przestajesz to zauważać. To staje się nowym punktem odniesienia. Zapominasz, że kiedyś było inaczej i że potrafiłaś czerpać z pracy energię i przyjemność.
Wypalenie zawodowe – im dłużej czekasz, tym gorzej
Praca zawsze coś bierze i coś daje. To normalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy bilans przechyla się na jedną stronę, a Ty może czujesz to w sobie, ale nic z tym nie robisz, bo z zewnątrz wszystko wygląda idealnie.
Większość osób stara się ignorować to uczucie, mając nadzieję, że samo zniknie. Niestety zdarza się to bardzo rzadko. Częściej, niezaopiekowany wyciek energii, prowadzi do przewlekłego stresu, zmęczenia i w efekcie do wypalenia zawodowego. A to jest już zupełnie inny kaliber, trudniejszy do odwrócenia.
I tu jest cała różnica. Teraz masz jeszcze z czego działać. Masz jeszcze energię, dystans, zasoby do pracy ze sobą.
Ten wczesny sygnał jest mega cenny i nie warto go negować.
Jeśli przecieka ci kran, to nie ma sensu czekać aż sam się uszczelni. umówmy się – to sie nie wydarzy, a może doprowadzić do niezłej katastrofy – coś o tym wiem mierzę się właśnie z zalaniem domu, choć akurat nie cieknący kran był tu przyczyną :).
Od czego zacząć? Audyt energetyczny zamiast zmiany pracy
Nie namawiam Cię do żadnej wielkiej decyzji. Wręcz przeciwnie.
Najczęstszy błąd w tym momencie to myślenie, że skoro coś nie gra, trzeba wywrócić wszystko: rzucić pracę, przebranżowić się, zacząć od zera. Ta perspektywa zwykle kończy się tym, że nie robisz nic. Zostajesz, gdzie jesteś, bo wielki skok jest za duży, a mały krok wydaje się bez sensu.
Ja jestem zdecydowaną zwolenniczką małych kroków. Dobra i satysfakcjonująca zmiana rzadko wynika z jednej, dużej decyzji. Oczywiście to się zdarza, ale częściej jest po prostu sumą drobnych ruchów. Każdy z osobna wygląda na za mały, żeby cokolwiek znaczył. Zebrane razem prowadzą Cię do miejsca i stanu. w jakim faktycznie chcesz być.
Pierwszym takim ruchem może być audyt energetyczny, czyli dokładnie to co zrobiła Agnieszka – zatrzymanie się i przyjrzenie temu, co w obecnym miejscu daje Ci energię, a co ją zabiera.
Większość z nas patrzy na pracę przez pryzmat obowiązków, wyników, stanowiska. Rzadko przez pryzmat energii. Samo przestawienie tego radaru bywa niekomfortowe, bo czasem pokazuje rzeczy, których wolałabyś nie zobaczyć. Ale pokazuje też, że nie wszystko wymaga rewolucji. Że zwykle drenuje Cię kilka konkretnych rzeczy. Nie cała Twoja praca zawodowa.
I tu ważna uwaga: ten audyt sam z siebie nic nie zmieni. Agnieszka po pierwszej rozmowie miała listę siedmiu rzeczy, które ją drenowały. To nie było rozwiązanie, tylko punkt wyjścia. Rozwiązanie wymagało jeszcze pracy. Audyt energetyczny jest początkiem i pokazuje, gdzie zacząć i czy w ogóle zaczynać.
Warto do niego wracać co jakiś czas. Co kilka lat, a przy naprawdę intensywnej pracy nawet co kilka miesięcy. To trzyma Cię blisko własnych odczuć i pozwala zareagować, zanim reakcja stanie się trudna.
Test energetyczny – pierwszy krok, by odzyskać energię do pracy
Przygotowałam krótki test energetyczny: kilka pytań, które pomogą Ci zobaczyć, gdzie w Twojej pracy ucieka energia.
To pierwszy mały krok, nic więcej. Nie rozwiąże niczego za Ciebie i nie ma takiej ambicji. Ma dać Ci pierwszy konkret, coś, od czego można ruszyć, zamiast dalej powtarzać sobie, że przecież wszystko jest w porządku.
Wypełnij poniższy formularz, a wyślę Ci go od razu na maila.